Nie taki diabeł straszny …

Nie taki diabeł straszny …

Skąd wziął się mały diabeł? Dziś kilka słów wyjaśnienia. Kicia ma na imię Tosia, ma teraz około 5 miesięcy. Znalazłam ją na zajęciach praktycznych w oborze w okolicach Oleśnicy. Były tam dwa małe kociaki. Powiedziano nam, że jeśli ktoś może, to dobrze by było gdyby się nimi zająć. W tamtym miejscu miały małe szanse na przeżycie, szczególnie nadchodzącej zimy. Prawdopodobnie ktoś te maluchy tam podrzucił, bo nie znaleźliśmy ich matki. Po krótkim namyśle zdecydowałam się. Drugą kotkę wzięła koleżanka.

To był dla mnie skok na głęboką wodę. Nigdy nie miałam do czynienia z kotami. Myśleliśmy już od dawna o drugim piesku. Dyskutowaliśmy nawet jaki i kiedy. A tu nagle, be przygotowania, wróciłam ze szkoły z kotem. Zaskoczyłam wszystkich a siebie chyba najbardziej. Bez rozważania za i przeciw. To chyba była decyzja serca. Wierzę, że uratowałam to małe kocię.

Jak ją przywiozłam miała około 2 miesiące. Była brudna, zapchlona, zarobaczona. I bardzo głodna. Teraz, trzy miesiące później, jest ślicznym kociakiem ale ma charakterek. To nie jest typ przytulaka. Niestety, póki co, nie leży przy mnie mrucząc cichutko. Raczej biega jak szalona, drapie i gryzie wszystkich.

No i jeszcze kwestia współpracy z Lindkiem. Na razie jest różnie. Mała prawie w ogóle się go nie boi. Drażni go i zaczepia. Lindek się wkurza i ją goni. I mamy mały armageddon kiedy te dwa zwierzaki ganiają za sobą z jednego końca mieszkania na drugi. Dlatego na razie, większość dnia siedzą osobno. Czeka mnie długa droga oswojenia tych dwóch, całkiem różnych charakterów. Ale i tak decyzji nie żałuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: