Historia wypadków

Historia wypadków

Nie wiem, jak inni, ale ja mam już za sobą sporo wypadków spowodowanych przez mojego psa. Na szczęście (choć nie dla mnie) dotyczą one tylko mojej osoby. Mam tego na koncie już sporo. Ostatnio – kucnęłam, żeby pobrać próbkę kupy do badania. Lindek w tym czasie zauważył jakiegoś psa. Pociągnął mnie i już leżałam z obolałą nogą i zdartą skórą z ręki.

Inny przykład. Idziemy sobie spokojnie. Nagle z krzaków wylatuje pies. Lind rzuca się do niego (oczywiście w celu zabawy) i podcina mi nogi. Padam, skręcam sobie kostkę, uderzam plecami o zaparkowane za mną auto.

Albo taki kwiatek: idziemy sobie wałem nad Odrą. Lindek nagle postanawia, że chce zobaczyć co jest na dole. Ciągnie mnie i padam na twarz jak długa.

Kiedy indziej – lato, wychodzimy na spacer. Linduś włazi mi na nogi, nadeptuje na buty i wywala mnie na kolana.

Było tego trochę. Mój małżonek zawsze jest zdumiony, bo jemu nigdy się nie zdarzyło żeby pies zrobił mu krzywdę w ten sposób. Zachodzę w głowę – o co chodzi? Czy ja jestem taka niezdarna i niezborna ruchowo, czy Lindek jest taki złośliwy? Oczywiście, nie podejrzewam mojego kochanego pieska o taką perfidię. Czyli wniosek – jestem ciapa. No i co dalej? Trzeba się wziąć za siebie!

PS. Jakiś czas temu była z nami nad Odrą na spacerze teściowa. Chciała trochę poprowadzić Lindusia i wzięła smycz do ręki chwilę przed tym jak zobaczył kaczki. Skończyło się złamaniem ręki …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: