Ostatni bastion

Ostatni bastion

Dzisiaj opowiem Wam jak zdobyłem ostatni bezpieskowy bastion – łóżko rodziców. Na początku, kiedy z nimi zamieszkałem, od razu powiedzieli, że nie ma psa w łóżku. Oczywiście próbowałem, ale byli konsekwentni. Żadne moje metody nie działały. Żadne: „tylko na chwilkę”, „tylko się przytulę”, „tylko coś ci powiem”, „o zobacz tam coś leży” ani nawet „przyniosłem ci zabawkę”. Byli jak mur, nie do złamania. Po jakimś czasie zniechęciłem się i doszedłem do wniosku że są nieczuli. Nie zaznam tej przyjemności, żeby rozciągnąć się na mięciutkiej i cieplutkiej kołderce (ze szczególnym umieszczeniem zadka na poduszkach). Zaprzestałem prób i tak minęło około trzech lat.  W zeszłym roku zachorowałem i miałem problem z brzuszkiem. Jadłem dużo tabletek a potem ogolili mi włosy na brzuchu i uśpili. Nie wiem co robili ale obudziłem się ze wszystkim na miejscu. No, poza włoskami. Ogólnie, przez dłuższy czas nie czułem się najlepiej. Wtedy ulitowali się nade mną i pozwolili leżeć na łóżku. Najpierw w dzień, później też nocą. Konkretnie zrobił to tata, co mama mu ciągle teraz wypomina.

Oczywiście skorzystałem z okazji i zagospodarowałem sobie całą połowę łóżka. Tak jakoś przez przypadek ta połowa była wcześniej mamy. Nawet mnie nie wyganiali – fajnie było. Z czasem wydobrzałem i poczułem się lepiej. I wtedy zaczęli mnie po tym łóżku przesuwać i przestawiać. Bo niby mama nie miała gdzie spać. Gadanie – miała do wyboru trzy z moich foteli, leżankę i kawał podłogi. Potem jakoś się z nią musiałem pomieścić – bo zajmowanie miejsca taty do tej pory bywa niebezpieczne.

 

Właściwie od kiedy już mogę spać na łóżku, to już mi tak na tym nie zależy. Często już nawet w nocy się tam nie pcham, bo mi z nimi za gorąco. No ale metoda na chorego pieska zadziałała. Oczywiście nie oszukiwałem, a moi rodzice jednak mnie kochają 🙂

One thought on “Ostatni bastion

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: