on

on

lukaszMam na imię Łukasz i mam psa. Nic szczególnego, ktoś powie. Tak jak mnóstwo innych ludzi mam też samochód, komputer, rower i kilka innych rzeczy. Ale tylko pies zmienia absolutnie wszystko.

Lind jest z nami od maja 2014 roku i trafił do nas jako niemal trzyletni pies. Na początku nie dogadywaliśmy się za dobrze, głównie z mojej winy. Przez lata marząc o psie, wyrobiłem sobie dziwne wyobrażenie zwierzaka zawsze grzecznego, chodzącego przy nodze i w ogóle najlepszego przyjaciela bez wad. Rzeczywistość okazała się inna. Nie zrozumcie mnie źle: od początku bardzo lubiłem Linda, nie dałbym mu krzywdy zrobić i byłem bardzo dumny ze wszystkich jego psich sukcesów. Ale bylem też trochę rozczarowany. Bo nie przychodził na każde przywołanie, bo spacer nie polegał na chodzeniu przy nodze tylko na wyrywaniu mojej ręki, i inne tym podobne drobiazgi.

Któregoś dnia coś się we mnie zmieniło. Popatrzyłem na mojego psa i zrozumiałem, że niewłaściwe zachowania nie są atakiem na moje nerwy ale po prostu jego charakterem. Nieprzewidywalne reakcje okazały się całkiem znajome, bo już wiedziałem czego się boi mój pies, czego nie lubi i kiedy muszę na niego szczególnie uważać. Zrozumiałem, że to ja i Ewa jesteśmy odpowiedzialni za jego zdrowie i bezpieczeństwo. A on, zupełnie po psiemu, może i tego nie rozumie ale na swój sposób to czuje. No bo przecież trudno o lepszy dowód zaufania niż pies zwijający się w kłębek i zasypiający głębokim snem przy moich nogach, całkowicie powierzając mi to co się z nim stanie.

Teraz już wiem, że grzeczny czy nie, jest wyjątkowy i jest mój. Wiem, że muszę o niego dbać bo mamy niedużo czasu, żeby się razem cieszyć. Muszę szybko wracać z pracy bo ktoś chce siku. Muszę planować codzienność, weekendy i wakacje stawiając psa na pierwszym miejscu. Muszę zawsze pomyśleć o nim najpierw. I to jest fajne, bo nagle się okazuje, że zimny nos w moim uchu o świcie oznacza, że jestem dla kogoś całym światem.

Po raz kolejny: nie zrozumcie mnie źle – czasem jestem na Linda zły niemiłosiernie, ale przecież najbardziej denerwują nas Ci, których kochamy najbardziej.

 

%d bloggers like this: